✒️ Michael S. Gazzaniga
🧠 „Kto tu rządzi – ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli”
🖋️ Przekład Agnieszka Nowak-Młynikowska
📚 Wydawnictwo Wydawnictwo Smak Słowa
Wstań, skup się i dotknij swojego nosa? Jeżeli w tym samym momencie czujesz dotyk zarówno na nosie jak i na czubku palca to mam dla ciebie interesującą wiadomość. Ktoś cię oszukuje, a konkretnie to lewa półkula twojego mózgu łże ci w żywe oczy. Jak to możliwe i po co miałaby robić coś takiego? Zacznijmy od drogi jaką pokonuje impuls nerwowy od czubka twojego palca do mózgu. Jeżeli jesteś osobą cierpliwą i skłonną do pomiarów możesz teraz wyjąć metrówkę, albo centymetr krawiecki i zmierzyć odległość od czubka wzmiankowanego palca aż do podstawy czaszki. Jeżeli jesteś jak ja leniwy, uwierz mi na słowo, że twoje ramię plus szyja to dla impulsu znacznie dłuższa wycieczka niż skromne 10 cm długości nerwu, którym biegnie do mózgu impuls z czubka nosa. To jasne, że te dwa sygnały nie mogą dotrzeć do mózgu w tym samym czasie, chyba, że sygnał płynący z nosa w po drodze wyskoczyłby na piwo (czego nie robi). O jakiej różnicy tu mówimy? O aż 500 milisekundach, a mimo to wciąż masz wrażenie, że dotyk na nosie i na palcu czujesz w tej samej chwili. To dlatego, że lewa półkula, usiłuje zachować dla nas spójną narrację tego co dzieje się z naszym ciałem i specjalnie po to manipuluje danymi przedstawianymi naszej świadomości. W ten sposób, chociaż mózg doskonale wie, ile naprawdę obu impulsom zajęła ta podróż, to świadomość nadal pozostaje w błogiej nieświadomości tego faktu. Dla swojego dobra oczywiście.
I to niejedyna sytuacja, kiedy lewa półkula twojego mózgu manipuluje danymi w raportach wysyłanych do świadomości. Czy wiesz, że moment, w którym świadomie decydujesz się sięgnąć po ostatnie ciastko w pudełku wcale nie jest momentem podjęcia tej decyzji? Twój mózg zaplanował i przygotował ten ruch milisekundy, a czasem nawet sekundy wcześniej. Po prostu lewa półkula informuje Cię o tym PO zakończeniu fazy planowania, a nawet po wykonaniu tej czynności. Niemożliwe? Niestety tak, lewa półkula posiada umiejętność modyfikowania spostrzegania chronologii, tak aby by stworzyć iluzję, że świadoma intencja poprzedza działanie.
Ale, skoro jesteśmy, a raczej nasza świadomość, ostatnimi „osobami” informowanymi przez mózg o intencji działania, a świadomość nie jest miejscem podejmowania faktycznej decyzji, to czy naprawdę możemy wierzyć, że kontrolujemy swoje działania? Gdzie w tym układzie jest miejsce na wolną wolę?
Przyjrzyjmy się innemu przykładowi. Oto przypadek sympatycznej starszej pani, pacjentki oddziału neurologicznego cierpiącej na uszkodzenie mózgu w płacie ciemieniowym. Podczas pobytu w nowojorskim szpitalu obserwuje kręcących się po korytarzach pacjentów, lekarzy i pielęgniarki, widzi poczekalnię oraz dwie duże windy przewożące personel, chorych i ich gości na wyższe piętra. Mimo obserwowania tego wszystkiego i rozmów z lekarzem, jest głęboko przekonana, że znajduje się we własnym domu, w innym mieście, w innym stanie. Zapytana o to co w takim razie robią szpitalne windy w jej własnym domu, natychmiast podaje wyjaśnienie – zamówiła je i zamontowała za ogromną sumę pieniędzy. Po prostu uszkodzenie mózgu, w tym konkretnym miejscu płata ciemieniowego powoduje, że pacjenci doznają poczucia swego rodzaju bilokacji, znajdowania się gdzie indziej niż są naprawdę. Dla tej starszej pani jej dom znajduje się dokładnie tam, gdzie ona i żadne fakty nie sprawią, że zmieni zdanie. A ponieważ świadomość pobytu we własnym domu i jednocześnie w szpitalu to bardzo dziwne i zapewne mocno niekomfortowe odczucie, lewa półkula jej mózgu przerabia je na bezpieczniejszą wersję. Bierze sygnały z płata ciemieniowego – „jesteśmy w domu” i dane dostarczane przez oczy – „widzę szpitalne windy” i wymyśla spójną historię, akceptowalną przez świadomość – „windy są w moim domu, ponieważ kazałam je tam zainstalować”. W tej sytuacji, mimo wszystkich dostępnych danych płynących z oczu, uszu, nosa i dotyku, nie da się tej pani przekonać, że nie jest u siebie. Lewa półkula niczym mistrz konfabulacji zawsze dostarczy nam spójną historyjkę. W rezultacie świadomość jest zmuszona zaakceptować i uwierzyć w tę skonstruowaną opowieść.
Według Michaela S. Gazzanigi, autora książki „Kto tu rządzi – ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli”, w lewej półkuli ludzkiego mózgu ukrywa się pewien bardzo interesujący moduł, zwany przez autora Interpretatorem. Zadaniem tego modułu jest tworzenie spójnych historii z dostępnych mózgowi danych. W rezultacie Interpretator nie tylko manipuluje i reinterpretuje dane, ale być może również opowiada za poczucie istnienia naszej świadomości, sprawiając, w ten sposób sprawiając, że czujemy się odrębnym, świadomym sobą. Z tej perspektywy świadomość można by porównać do aplikacji lub panelu, który wyświetla jedynie wyniki procesów zachodzących w mózgu, ale nie obliczenia jakie do nich doprowadziły. Za każdym razem, gdy decydujemy się nie zjeść całej tabliczki czekolady, tylko zrobić sobie sałatkę z pomidorów, w naszym mózgu zachodzi masa procesów, o których zupełnie nic nie wiemy. Dzięki Interpretatorowi, poznajemy tylko końcową decyzję żywieniowego dylematu popartą spójną historią, która wydaje się nam być powodem, dla którego tym razem czekolada ocalała np. „postanowiłem iść na dietę” albo „wolę dać tę czekoladę mojej wnuczce”. Jaki był prawdziwy powód? Kto wie… w końcu cała złożoność działania naszego mózgu podczas tego wahania się między słodyczami a zdrowym i zbilansowanym posiłkiem pozostaje dla nas wielką tajemnicą.
Jeśli więc mózg działa autonomicznie, bez ciągłego angażowania świadomości, skutecznie unikając naszych prób wprowadzenia mikrozarządzania, czy możemy w pełni brać odpowiedzialność za własne działania? Czy można po prostu rozgrzeszyć się słowami „to nie ja, to mózg” i ze spokojem sięgnąć po tę nieszczęsną czekoladę? Aż prosiłoby się w tej sytuacji powtórzyć za Sapolskym – jesteśmy zdeterminowani, wolna wola nie istnieje i smacznego. Jednak, ku naszemu zaskoczeniu Gazzaniga twierdzi coś przeciwnego. Mimo że neurobiolodzy są często zwolennikami determinizmu (co omawiam dokładniej w recenzji książki „Determined” Sapolsky’ego), on uważa, że istnieją mocne powody, by utrzymać koncepcję osobistej odpowiedzialności.
Przede wszystkim – ludzie zachowują się lepiej, kiedy czują się odpowiedzialni za swoje czyny. Ktoś, kto wierzy, że ma wpływ na własne decyzje, rzadziej przechodzi przez jezdnię na czerwonym, wybiera fast food zamiast warzyw czy postanawia ukraść twój samochód. Po drugie, cała koncepcja determinizmu opiera się na założeniu, że mózg składa się z neuronów, te z chemicznych komponentów, a te z atomów: protonów, neutronów, elektronów. Teoretycznie można by zejść aż do poziomu kwarków i nigdzie nie znaleźć działania, które nie miałoby żadnej fizycznej przyczyny. Z takiej perspektywy wydaje się, że faktycznie nie ma w nas miejsca na wolną wolę. Jednak według Gazzanigi ludzki umysł jest zjawiskiem emergentnym, a więc wykraczającym poza zwykłą sumę składających się na niego atomów. Jest niezwykle złożony, stale rośnie, uczy się i rozwija w kontakcie z innymi umysłami.
O ile Sapolsky odrzuca istnienie wolnej woli i twierdzi, że wszystko można wyjaśnić prawami fizyki, rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Jeśli świadomość potraktujemy jako zjawisko emergentne jak twierdzi Gazzaniga, a do tego uwzględnimy ogromną złożoność naszych interakcji z otoczeniem – zwłaszcza z innymi ludźmi mającymi własny mózg – samo odwołanie się do fizyki jest za mało precyzyjne. Próbować przewidzieć ludzkie zachowania w zatłoczonym autobusie tylko na podstawie tego, jak zachowują się atomy jego mózgu, to jak przewidywać ruch uliczny na rondzie Daszyńskiego wyłącznie w oparciu o rodzaj hamulców w poruszających się po Warszawie samochodach i skład chemiczny tankowanego przez kierowców paliwa. Żeby przewidzieć, czy ulice zakorkują się, trzeba uwzględnić działania poruszających się nimi kierowców, ich interakcje, pogodę danego dnia, przepisy drogowe, położenie patroli policji, zachowanie niezdyscyplinowanych pieszych, rowerzystów, motocyklistów i wiele innych czynników. Interakcje naszego umysłu z innymi umysłami bliższe są teorii chaosu – gdzie drobna zmiana może wywołać ogromny skutek – niż tradycyjnej fizyce.
Jeśli pasjonuje cię neuronauka i pytania egzystencjalne, a do tego lubisz barwny i wciągający styl poparty nowoczesnymi badaniami, ta książka zdecydowanie jest dla ciebie. Zwłaszcza, że Gazzaniga nie zatrzymuje się na opisach funkcjonowania mózgu, ale daje nurka w tematy tak głębokie jak pochodzenie wyznawanych przez ludzi wartości, wybiórczość empatii czy nagła i jego zdaniem zbyt szybka, inwazja neuronaukowców na sale sądowe. W końcu pytanie o istnienie wolnej woli jest już tylko o krok od pytania od poczytalność lub niepoczytalność przestępcy (Gazzaniga podaje tu naprawdę mocny przykład). Jeżeli bowiem nie podejmujemy świadomych wyborów to czy wolno nam sądzić morderców i złodziei? A tak przy okazji, wiesz, że jeżeli na sali sądowej biegły pokaże skany mózgu, to ława przysięgłych, nawet jeżeli nie wie o skanowaniu mózgu absolutnie nic, i tak uzna je za silniejszy dowód niewinności, niż jeżeli biegły wypowie dokładnie tę samą opinię, ale nie trzymając w dłoni wydruku ze skanem? No i oczywiście dużo zależy od tego kiedy sędzia coś jadł.
Tak czy siak, polecam tę lekturę. Szczególnie jeśli po przeczytaniu mojej recenzji „Zdeterminowany” Sapolsky’ego, albo tym bardziej po przeczytaniu tej książki, czujesz niedosyt i masz ochotę na świeże, alternatywne spojrzenie na problem. „Kto tu rządzi” dostępne jest zarówno po angielsku, jak i po polsku oraz w wersji elektronicznej, więc możesz wybrać swój ulubiony format.
Autorka: Joanna Zaręba
