Dziś na tapet bierzemy książkę “Buntownicze idee” napisaną przez Matthew Syeda.

Jak zwykle zaczęłam od zerknięcia na Lubimy Czytać, żeby zerknąć na opinie innych czytelników. Książka jest niedawno wydana i o opisową ocenę pokusił się na razie jeden czytelnik chwalący płynność pisania ale narzekający na to, że książka jest ideologiczna. W dodatku podstępnie, bo nie ma trigger warning, że będzie ideologia.
(W tym momencie zatrzymuję się na chwilę i zastanawiam czy idee w tytule nie są wystarczającym ostrzeżeniem przed obecnością idei w książce?) 🙄
No więc jakie są te “Buntownicze idee”? Jak się okazuje autor porusza temat bardzo na czasie, ponieważ mówi tu o różnorodności i jej wpływie na efektywność zespołów, a nawet całych społeczeństw. Przejdźmy zatem do tezy.
Teza 🔎
Zespoły złożone z różnorodnych osób mają większą szansę wpaść na sensowne, kreatywne i nowatorskie pomysły. Uwaga! Nie wystarczy tu proste zróżnicowanie typu – uwzględnię kilkoro przedstawicieli mniejszości i będę mieć różnorodność w zespole. Aby uzyskać prawdziwą i efektywną różnorodność trzeba się jeszcze upewnić, że te osoby nie są swoimi intelektualnymi klonami. Na przykład nie studiowały na tej samej uczelni i nie pisały pracy magisterskiej pod okiem tego samego profesora, nie mają identycznych poglądów i nie zgadzają się ze sobą w każdym temacie. Grupy składające się z osób o identycznych poglądach mają bowiem ograniczone możliwości wpadania na pomysły spoza swojej bańki, pudełka albo komory echa. W dodatku trzeba uważać nawet na te naprawdę różnorodne zespoły, bo może się okazać, że szybko zgrawitują w kierunku poglądów dominującej osoby np. kogoś o silnym charakterze albo po prostu ich przełożonego.
Forma ✒️
No właśnie, co z formą? Zdecydowanie mocną stroną tego tytułu są przykłady. Mnie chwyciły za serce, bo kocham ciekawostki. Jednak kiedy opowiedziałam o tej książce przyjaciółce, była mniej entuzjastyczna, bo zgasiła mnie twierdzeniem – Ale przecież to oczywiste jest. Faktycznie, po dokładnym przeczytaniu książka okazuje się, być bardzo przyjemnym i lekko napisanym, zbiorem przykładów ilustrujących dość oczywistą tezę. Czy to jest wada? Kto wie…
Dla czytelnika, który nie jest przekonany do tezy ale zachowuje otwarty umysł, przykłady będą świetnym dowodem na jej prawdziwość. Dla takiego, który od początku wiedział, że im większa różnorodność w myśleniu tym lepiej, książka może być nieco przytłaczająca ilością anegdot i tematów, ale i tak będzie się mu, albo jej lekko czytać..
No, a jak ktoś na dźwięk słowa “różnorodność” sięga po długopis żeby jej ustawowo zakazać, to żaden przykład mu nie pomoże. 🔨
“Buntownicze idee” czyta się świetnie i bardzo szybko. Tak jak mówiłam Syed sypie przykładami jak z rękawa. Zaczyna mocno, bo od zamachu na World Trade Center, zwracając uwagę czytelnika na to, jak kulturowa i poznawcza jednolitość CIA utrudniła tej organizacji prawidłową ocenę zagrożenia ze strony Al Kaidy. Pokazuje też jak mylny jest pogląd, że różnorodność jest wrogiem jakości.
Według Syeda CIA składała się z inteligentnych ale podobnie myślących, podobnie ubranych, podobnie wykształconych i porównywalnie zarabiających mężczyzn, pochodzących z podobnego typu amerykańskiej rodziny. Testy jakim poddawano kandydatów zapewniały właśnie taką unifikację. 📏
Tymczasem ich przeciwnikiem okazał się być człowiek, który odbiegał od tego typu tak bardzo jak tylko się dało. Brodaty, ubrany w proste ciuchy kojarzące się im z ubóstwem, wydający swoje rozkazy z jaskini, w dodatku często wierszem, nie sprawiał wrażenia groźnego przeciwnika. Nie mając wiedzy o kulturze islamu, nie zauważyli, że to co dla nich stanowiło sygnał prymitywności, stanowiło w istocie niezwykle skuteczne i niebezpieczne odwoływanie się do życia Proroka. Z punktu widzenia zachodu Bin Laden rozpętywał wojnę której nie można wygrać. Dla nas taka wojna nie ma sensu, ale terroryści nie potrzebowali świadomości wygranej tu na ziemi. Swoją nagrodę mieli otrzymywać po śmierci.
Poświęcenie pierwszego rozdziału zamachowi na WTC, Sayed zabiera czytelnika w szaloną podróż na boiska piłkarskie ⚽️, sale operacyjne, do doliny krzemowej i do kokpitu samolotu, na kampus, w którym pracował zespół łamiący kod enigmy, na słynne uczelnie małe i wielkie, do siedziby brytyjskiego parlamentu i do hal fabrycznych z czasów elektryfikacji, na Tasmanię, a także do siedliska amerykańskich białych suprematystów. Zabiera nas też na wycieczkę po mediach społecznościowych i na Everest.Pod względem przykładów ta książka jest jak kalejdoskop, czytelnik znajdzie tu wszystko. Od historii wynalezienia walizek na kółkach do powstania firmy Apple. 🍏
Swoją drogą trudno uwierzyć, że ktoś przy zdrowych zmysłach mógł uznać, że dodanie kółek do walizek to głupi pomysł. Przecież nikt nie kocha taszczyć walizek, prawda? Mimo to wynalazca, który pierwszy pomyślał o kółkach spotkał się z lodowatym przyjęciem. Dla producentów i sprzedawców, walizka była obiektem, który się nosiło, a nie turlało. Z naszego punktu widzenia plusy kółek są oczywiste, ale wtedy…cóż wtedy ta innowacja była nie do pomyślenia. I to dosłownie. 🧠
Jednak moim ulubionym przykładem jest wprowadzenie w latach 80-tych podatku pogłównego w Wielkiej Brytanii. Podatek ten obciążył najbiedniejszych w nieproporcjonalny sposób, doprowadził do załamania finansów niektórych miast, wyprowadził na ulice demonstrantów, a nawet spowodował agresywne zamieszki w Londynie. Członkowie komisji, którzy opracowywali pomysł tego podatku, byli w szoku i nie rozumieli co zrobili źle. Problem polegał na tym, że komisja ta składała się z osób, które były przyzwyczajone do własnej kucharki i lokaja. Dla nich 1500 funtów podatku było niczym. 💵💵
Za to dla pary ubogich emerytów w Londynie taka kwota potrafiła przekroczyć 20% rocznego przychodu. Jeden z członków komisji, któremu przedstawiono ten argument popisał się tekstem w stylu Marii Antoniny. Zapytany jak w tak trudnej sytuacji mają poradzić sobie ubodzy emeryci stwierdził “Przecież zawsze mogą sprzedać jakiś obraz”.
Dla kogoś kto kocha ciekawostki ta książka będzie idealna. Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś poczuł się nieco przytłoczony faktem, że na przestrzeni 343 stron rozmawiamy o brytyjskich podatkach, holenderskim footballu i amerykańskim Ku Klux Klanie.
Troszeczkę brakuje mi tutaj bibliografii, chociaż mamy całkiem sporo przypisów. Przy tak dużej różnorodności tematów spodziewałam się odpowiednio długiej listy lektur. 📚
Co do wspomnianej przez czytelnika z Lubimy Czytać “przemycanej ideologii” to nie spodziewajcie się jej. Książka po prostu jasno i przystępnie wyjaśnia mechanizmy działania grup pod kątem poznawczym oraz sposobu w jaki różnorodność poznawcza wpływa na kreatywność zespołów. Wyjaśnienia są proste, zrozumiałe, często opatrzone rysunkiem, a zawsze odpowiednio dobranymi przykładami. 👀
Co można z niej wynieść? Przede wszystkim morał, że nie powinniśmy ufać na sto procent swoim poglądom, zwłaszcza jeżeli otoczyliśmy się osobami podobnie myślącymi. Zawsze dobrze jest otaczać się ludźmi, wnoszącymi coś nowego do naszego myślenia. Książka polecana jest co prawda dla liderów dużych organizacji, ale tak naprawdę na poznaniu zalet różnorodności poznawczej zyska każdy, kto nie boi się mieć otwartego umysłu.
Można czytać na urlopie, przy obiedzie, 🍕 w przerwie na lunch, przed snem i po pracy. Lekka i przyjemna lektura, która nie przeciąży ani nie znudzi czytelnika. Czytanie po jednym rozdziale dziennie skutecznie zapobiegnie poczuciu przeładowania tematami przykładów.
Matthew Syed, Buntownicze idee, MT Biznes 2025
