
Książkę do niniejszej recenzji zarekomendowała jedna z czytelniczek moich polecajek. 📚 Uznałam również, że to będzie miła odmiana po kolejnych pozycjach, według których nasza produktywność ma doznać gwałtownego wzrostu dzięki czytaniu cytatów z Elona Muska. 🚀 Tym razem będzie o stresie i jego konsekwencjach. 😰
Na tapet bierzemy “Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu” autorstwa lekarza Gabora Maté. 👨⚕️📖
Teza: Wbrew temu, co kiedyś uważała nauka, przewlekły stres powoduje choroby, również tak poważne jak np. nowotwory. 🏥
I już przy tezie mam problem. Bo z jednej strony – jasne przewlekły stres wyniszcza organizm. Doświadczyliśmy już tego w przygodzie ludzkości z wrzodami żołądka. Sapolsky, inny recenzowany przeze mnie autor, pięknie opisuje efekty ciągłego stresu i spowodowanego nim nadciśnienia, na nasze naczynia krwionośne i żołądek w książce “Dlaczego zebry nie mają wrzodów?” I robi to tak malowniczo, że mi aż się zbiera na omdlenie. Więc, tak – stres szkodzi. 😰😓
Jednak w wypadku Maté czynnikiem problematycznym jest tłumienie emocji, a jego efektem takie schorzenia jak rak czy stwardnienie zanikowe boczne. Czyli nie chodzi o sam stres, ale raczej o naszą reakcję na niego. Celem książki jest, jak autor sam ujmuje “…przedstawienie czytelnikowi odkryć nowoczesnej nauki, potwierdzających intuicję odwiecznej mądrości”. Dla mnie ta odwieczna mądrość brzmi nieco zbyt ezoterycznie, a co do intuicji w medycynie, warto przypomnieć, że długi czas podpowiadała nam ona żeby na żółtaczkę przykładać choremu żółte kamienie. Autor też robi to, co wielu innych próbujących podbić swój autorytet osób, czyli powołuje się na Einsteina i jego teorię względności w temacie, który niekoniecznie wiąże się z fizyką. 🧠
Ale przyjrzyjmy się tematowi bliżej. 🔍
Plus – autor zwraca uwagę czytelnika na to, że nie da się bezkarnie traktować swojego umysłu jako kosza na śmieci, który wszystko przyjmie i pozostać bezkarnym. Zwraca uwagę na to, że “wielu ludzi nieświadomie prowadzi życie w taki sposób, jakby nieustannie znajdowali się pod okiem potężnego, osadzającego ich egzaminatora, którego należy za wszelką cenę zadowolić”. 👀 Perfekcjonizm i powiązany z nim, wymykający się naszej kontroli, wewnętrzny krytyk odpowiadają za dużą część dręczącego nas przewlekłego stresu. 😓
Maté przedstawia ten trudny do opanowania trend zadowalania wszystkich za wszelką cenę na przykładzie umierającego na raka biznesmena. Człowiek ten do ostatniej chwili zażywał niedziałające, a w dodatku wstrętne i cuchnące lekarstwo, produkowane przez swoją firmę, tylko dlatego, żeby nie sprawić przykrości swojemu wspólnikowi. Nawet na łożu śmierci nie potrafił zdobyć się na postawienie swoich potrzeb na pierwszym miejscu i męczył się jedząc to paskudztwo. Takie podejście według autora prowadziło nie tylko do jego złego samopoczucia, ale również mogło odpowiadać za nowotwór, który go zabijał. I tu dochodzimy do kontrowersji. 🏥💔
Kontrowersja: ❗️
- Otóż wielu czytelników uważa podejście Maté za obarczanie ich odpowiedzialnością za chorobę, która na nich spadła. Dolegliwości takie jak nowotwór czy stwardnienie zanikowe boczne same w sobie są koszmarną opcją, a tu nagle ktoś mówi choremu, że sam je sobie wyhodował, ponieważ tłumił emocje. W ten sposób choroba staje się winą i osobistą porażką cierpiącego na nią człowieka – mówią niektórzy z jego oponentów. Autor odpowiada, że nie chodzi tu o szukanie winnych, ale zwrócenie naszej uwagi na mechanizm powstawania dolegliwości i oddanie pacjentom odpowiedzialności za ich własne życia. Osobiście jestem w stanie zidentyfikować się z obiema stronami tej dyskusji. Z jednej strony to ważne, żeby ostrzegać ludzi przed samodestrukcyjnym działaniem, ale z drugiej…
Maté przedstawia historię osoby, która wyleczyła się sama poprzez afirmowanie miłości do swojego ciała. I naprawdę w internecie i w życiu spotykałam osoby, które o takie przykłady opierały tezę, że jeżeli nie samemu nie wyleczyliśmy się z raka to znak, że nie myśleliśmy dość pozytywnie i sami jesteśmy sobie winni. Takie podejście jednym daje nadzieję, a innych po prostu wgniata w ziemię. 💔🤔
- Maté po raz pierwszy swoją książkę wydał w 2004 roku, a niektóre wyniki badań na jakie się powołuje pochodzą nawet z 1988 roku, a więc “nowoczesna” nauka o jakiej czytamy ma miejscami powyżej 35 lat. Ponadto ma on tendencję do powoływania się na dowody anegdotyczne typu biografie sławnych ludzi i znany jest z pewnej skłonności do celebryctwa np. przeprowadzał wywiad z księciem Harrym. Mam tu pewnie poczucie, że po prostu szuka sobie dobrze widocznych i sławnych potwierdzeń swojej teorii. 👀
- Kolejna rzecz to ryzykowne twierdzenia typu – stres nie pozwala limfocytom na naprawę DNA. Co jest ogólnie dziwne, bo limfocyty nigdy nie zajmują się naprawą DNA. Być może chodzi tu o błąd tłumacza, ale coś takiego nie powinno znaleźć się w książce napisanej przez lekarza na tak poważny temat. 🧬
Innym ryzykownym twierdzeniem jest np. to, że samo palenie papierosów nie wystarczy do powstania raka płuc. Wyobraźmy sobie efekty takiej tezy – nie musisz martwić się o nowotwór płuc – jeżeli masz przepracowane emocje i nie tłumisz ich w sobie możesz palić bezkarnie. 🚬👀
- To co mnie jeszcze niemile zaskoczyło to lekkie odbicia w stronę ezoteryki takie jak przemycanie informacji o tym, że pacjentka całe życie śniła o byciu pogrzebaną żywcem, a potem zachorowała na stwardnienie zanikowe boczne i u lekarza w poczekalni zobaczyła plakat informujący, że jej choroba jest jak pogrzebanie żywcem. Klasyczna jungowska synchroniczność, która u Junga mniej mnie by raziła, a medycynie nadaje rys swojego rodzaju magii. Mamy tu też do czynienia z podkreślającymi tezę autora grami słownymi. Otóż usztywnienie emocji przekłada się na usztywnienie ciała – stwardnienie zanikowe boczne, a na raka płuc powiązanego z oddechem i mową – duszenie w sobie uczuć. Znów – lekko ezoteryczne powiązanie. Gdzieś w środku lokuje się przykład mężczyzny, u którego wykryto nowotwór prostaty, leczącego go przy pomocy hipnozy i wizyt u naturopaty. 🧘♂️🔮
- Ponadto – tu wstawka nieco humorystyczna w środku poważnego tematu – jeżeli jesteście fanami Star Trek to możecie dla własnego spokoju pominąć fragment, gdzie autor sugeruje że ulubiony bohater wielu fanów tego serialu, pan Spock jest emocjonalnie upośledzony. 🖖😄
Plusem tej książki na pewno jest kładzenie nacisku na to, jak emocje potrafią pozostać niezauważone. Zwłaszcza jeżeli od dzieciństwa uczymy się, że są czymś złym i nie potrafimy ich przez to nie tylko wyrażać, ale i rozpoznawać. A emocji nie da się odciąć od ciała, ponieważ w ich powstawaniu aktywnie bierze udział nie tylko układ nerwowy, ale i hormonalny oraz immunologiczny. 🧠
Są też solidne dowody na to, że stres osłabia układ odpornościowy (ulubioną świnką morską do testów byli tu studenci w czasie sesji egzaminacyjnej). Tu znów doradzam lekturę Sapolsky’ego o zebrach 🦓. Sapolsky bardzo jasno przedstawia tam zakres fizjologicznych reakcji zachodzących w ciele, kiedy jesteśmy w stresie. Krótko mówiąc, o ile przygotowanie organizmu do walki lub ucieczki może być dobroczynne kiedy goni nas lew 🦁, to utrzymywanie tego stanu non-stop pożera masę energii i nie pozwala na regenerację organizmu. Różnica jest taka, jak pomiędzy wykręceniem korków w domu na czas powieszenia nowego żyrandola, a wykręceniem ich na dobre, i przy okazji wyłączeniem również ogrzewania, wody i gazu. Nie da się funkcjonować prawidłowo na dłuższą metę w takim samym stanie fizjologicznym, w jakim uciekalibyśmy przed drapieżnikiem. A ludzkie ciała na lwa i niezadowolonego szefa w pracy reagują w identyczny sposób. Nasze chaotyczne czasy sprzyjają niewiedzy i poczuciu utraty kontroli, które według Maté’go są jednymi z najdotkliwszych stresorów i uważam, że naprawdę warto pójść za radą autora i nauczyć się rozpoznawać własne emocje.💡
Kolejny plus to wskazywanie na potrzebę stawiania granic i dbania o własne potrzeby. Autor przytacza tu sytuacje, kiedy granice jego pacjentek były tak bardzo przesunięte, że czytanie o nich może wzbudzić u czytelnika dyskomfort. Córka walcząca z rakiem, na którą spada cała odpowiedzialność za starego ojca, bo do tego przyzwyczaiła rodzinę i teraz nie potrafi się wycofać. Inna, świeżo po zabiegu obustronnej mastektomii, z poczuciem głębokiego dyskomfortu wysłuchująca skarg ojca obojętnego na jej chorobę i skupionego na sobie. Nie zapytał jej nawet o to jak się czuje po operacji, ale za to domagał się od niej porady jak zmusić jego oporną partnerkę do seksu.
Obie kobiety nie postawiły granic w tych sytuacjach, obawiając się, że rodzicowi będzie przykro jeśli opowiedzą o swoich potrzebach lub dyskomforcie. Jak często pozwalamy innym na przekraczanie naszych granic i jak niekomfortowo czujemy się z mówieniem NIE? 🚫
Maté pisze również o ludziach, którzy sami obawiali się powiedzieć rodzicowi o swojej chorobie, żeby go nie martwić, albo takich którzy podczas leczenia raka zaprzątali sobie głowę tylko tym żeby nie urazić lekarza idąc na konsultację do innego specjalisty. Ze względu na tematykę książki przykłady przytaczane przez autora są dramatyczne, ale wiele mówią o tym jak daleko można posunąć się w negowaniu istnienia własnych potrzeb. I w takich chwilach, według niego ciało mówi nie. A sprzeciw ten wyraża się właśnie chorobą. 🏥
📚Ogólnie książka czyta się szybko, ale nie jest łatwa w odbiorze. Jeżeli jakimś cudem nie trafimy na żaden bolesny dla nas temat związany ze zdrowiem, to prawdopodobnie trafimy na inny – związany z uzależnieniami lub przemocą w rodzinie. Nie polecam czytania dla rozrywki. No i standardowo – podczas czytania warto zachować otwarty umysł, ale mieć sceptycyzm w pogotowiu, bo można trafić, na rzeczy, brzmiące aż za sensownie, podejrzanie wręcz. Temat poważnej choroby kusi nas do dopisywania sobie w wyobraźni jej logicznej przyczyny, ponieważ nic nas tak bardzo nie wytrąca z równowagi jak bezsensowne zło. Zresztą sam autor wpadł w tę pułapkę, bo nigdzie w książce nie znajduję niczego o tym, że czasami po prostu mamy koszmarnego pecha. Warto przeczytać jeżeli chcemy dowiedzieć się więcej o konsekwencjach nadmiernego altruizmu.💡
Gabor Mate, Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu, Czarna Owca 2022
