
Świadkowie Jehowy mnie kochają. Głównie dlatego, że mam zepsuty domofon i czasami kogoś wpuszczam, bo myślę, że to kurier albo dostawa jedzenia. No i zwykle zadają mi takie interesujące pytania jak to, kiedy moim zdaniem nastąpi pokój na Ziemi? 🌍
A ja im zazwyczaj odpowiadam, że nastąpi kiedy słońce zamieni się w czerwonego olbrzyma i wypali wszystko na geologicznego skwarka (nie mylić z przewidywamym przez supersymetrię s-kwarkiem), albo zirytowany brakiem postępów w naszym zachowaniu, stwórca zaorze wolną wolę i zwyczajnie technicznie uniemożliwi nam czynienie bliźniemu tego, co nam niemiłe. Wtedy robią zmartwione miny i pytają “Ale to by było strasznie nie mieć wolnej woli”. A ja im zwykle na to “Taaaa? A po czym byśmy to poznali?”
☀️ No i akurat dzisiaj skończyłam sobie słuchać audiobooka, który inspiruje do zadania pytania na poważnie. Właśnie, po czym?
Robert M. Sapolsky w swojej książce “Zdeterminowany. Jak nauka tłumaczy brak wolnej woli” stawia odważną tezę i dość kontrowersyjną dla wielu osób. Mianowicie “nie mamy wolnej woli”.
Treść:
Zdaniem autora, żaden neuron w naszym układzie nerwowym, magicznie sam z siebie się nie uaktywnia. Cokolwiek zrobi nasz mózg wynika z jego stanu poprzedniego, a on poprzedniego i tak dalej w przeszłość. Na nasze zachowanie wpływają warunki w jakich rozwijaliśmy się jako płód, zdrowie matki, struktura i zachowanie rodziny, doznana w dzieciństwie przemoc, geny i epigenetyka, hormony, budowa mózgu, dieta, neuroprzekaźniki produkowane przez bakterie w naszych jelitach (a wiesz, że można przeszczepiać florę jelitową?), pora dnia, stan zdrowotny, wpojone nam zasady społeczne, religia itd. W ten sposób z wolną wolą możemy się pożegnać na dobre. Pytanie jakie są tego efekty?
Po czym byśmy poznali, że nie mamy wolnej woli w przeciwieństwie do tego, że ją mamy?
Wczoraj wybrałam zjedzenie na obiad pieczonej kiełbaski w przeciwieństwie do zamówienia śmieciowego żarcia. Wolna wola pozwoliła mi dokonać słusznego wyboru? Niekoniecznie, bo jakimś cudem mój głodny mózg dopiero po posiłku, kiedy cholesterol już krążył w moich żyłach, przypomniał mi o tym, że miałam w lodówce wszystkie składniki na pyszną sałatkę. Ilu opcji nie możemy wybrać, bo ich po prostu nie widzimy?
Sapolsky zaczyna swoją opowieść na poziomie komórki nerwowej, płynnie omawia rolę hormonów, budowy mózgu, neuroprzekaźników i genów w kształtowaniu naszego zachowania, ale nie omija też dylematów moralnych, które według niego wcale moralności nie dotyczą. O wyborze moralnym mówimy bowiem kiedy mamy możliwość wybrać dobro albo zło. Co jeżeli jedyny, czerwony przycisk na konsoli naszego mózgu, ma podpis – zło? A zielonego przycisku z napisem dobro, po prostu nie zamontowano? A po czym poznamy, co mamy w ogóle zamontowane na panelu kontrolnym? I kto nam te przyciski w ogóle montował, tak bez pytania?
Jeden z przykładów jakimi posługuje się autor dotyczy mężczyzny, który wsiadł za kierownicę, dostał tam ataku padaczki i spowodował wypadek, zabijając kogoś. Można powiedzieć, że jeżeli to jego pierwszy atak i nie wiedział, że ma padaczkę to jasne jest, że nie możemy go winić.
Ale…
On wiedział, że ma padaczkę i zdecydował odstawić swoje leki przeciwpadaczkowe i prowadzić samochód. Odstawił leki ponieważ…przeszkadzało mu to w piciu alkoholu.
No i skoro jest jasne, że jego funkcjonowanie mózgu spowodowało atak i zgadzamy się, że ataki nie są winą chorego. To czemu, pyta autor nie chcemy się zgodzić na to, że jego wymęczony i uszkodzony atakami padaczki oraz zmieniony innymi uwarunkowaniami mózg, nie był w stanie wykrzesać z siebie silnej woli, żeby zrezygnować z alkoholu? I, że człowiek ten nie miał możliwości wybrać inaczej z taką a nie inną wersją softwaru i hardwaru w czaszce?
Z poczucia wolnej woli wynika, jak wskazuje Sapolsky, uprzedzenie do chorób psychicznych. Ile razy słyszeliśmy/czytaliśmy w sieci, jak ktoś radzi osobie pogrążonej w depresji, z zaburzoną równowagą neuroprzekaźników, żeby się rozchmurzyła? Czemu, pyta autor, nie mamy problemu z przyznaniem, że leki zmieniające równowagę neuroprzeków leczą nadciśnienie, ale nadal nie uważamy, że wspomniana równowaga może mieć coś do powiedzenia w sprawie naszego nastroju? I że tego nie leczy się silną wolą i stanowczym postanowieniem?
Osobiście uważam, że gdyby nagle głos z nieba oświadczył “Zaręba, nigdy nie miałaś wolnej woli” to na moje codzienne życie specjalnie by to nie wpłynęło. Chętnym do rzucenia klasycznym pytaniem “po co w takim razie wstajesz z łóżka?” mogę od razu powiedzieć, że jestem głodna, chce mi się siku i koty po mnie chodzą. Są jednak inne, ważniejsze pytania. Zakładając, że nikt z nas nie może być uznanym za winnego czegokolwiek (z powodu braku wolnej woli), to co robić z całą rzeszą osób, których zachowanie uznajemy za aspołeczne i destruktywne? Czy możemy kogoś zabić za karę? Zamknąć za karę? A prewencyjnie? Czy to będzie ok? A co gdyby ktoś zaczął szukać i zamykać osoby skłonne do przemocy ZANIM popełnią zbrodnię? Ktoś jeszcze pamięta Raport Mniejszości?
W dodatku wygląda na to, że ludzie mają wbudowane na dobre nie tylko ocenianie innych, ale i poczucie przyjemności z wymierzania, naszym zdaniem sprawiedliwych, kar. Przykładowo, na południu Stanów, skazano kiedyś przestępcę jedynie za gwałt, przymykając oko na morderstwo, tylko po to, żeby zamiast posłać go na krzesło elektryczne (kara za pozbawienie kogoś życia), móc go publicznie powiesić (kara za gwalt) i nacieszyć się widokiem wymierzania kary.
Forma:
Niektóre rozdziały będą w odbiorze trudniejsze niż inne, zwłaszcza dla czytelników bez wykształcenia biologicznego lub medycznego. Na przykład jest cała spora część odwołująca się do budowy mózgu człowieka, albo do działania łuków odruchowych u jednego z morskich gatunków ślimaków. Na szczęście autor sam mówi, że ma nadzieję, iż nie zamierzamy się tego uczyć na pamięć, bo chodzi mu jedynie o zilustrowanie tezy i nasze zrozumienie tematu.
Możemy się również dowiedzieć się takich ciekawostek jak to, że mrówki, pszczoły i śluzorośla mają niezwykle proste i efektywne podejście do klasycznego matematyczno-logicznego problemu domokrążcy i świetnie radzą sobie z optymalizacją swoich tras wyłącznie stosując kilka najprostszych reguł sterujących ich ruchem. Dowiemy się też coś niecoś o fraktalach i prostych zasadach rządzących skomplikowanymi efektami. Jest też rozdział dotyczący historii epilepsji, schizofrenii i autyzmu wraz z wyjaśnieniem jak psychiatrzy doprowadzili do stygmatyzacji nie tylko chorych, ale i ich rodzin.
Trudności:
Najtrudniejsze w tej książce jest chyba poczucie wpadnięcia w pułapkę. Na początku lektury bowiem trudno się z Sapolskym nie zgodzić. Jednak w miarę jak czytamy, docieramy do przykładów morderców, gwałcicieli, psychopatów i człowieka, który odstawił leki, bo nie mógł odmówić sobie wódki. I myślę, że na tym etapie wiele osób poczuje spory dysonans poznawczy. Łatwiej zgadzać się z autorem kiedy mowa o neuronach i ślimakach niż kiedy mówimy, o ludziach. Zwłaszcza o ludziach z krwią na rękach, których według autora nie mamy prawa oceniać.
W dodatku, jeżeli ktoś ma zamiłowanie do kwantowej psychologii i podobnych konstruktów to z Sapolskym zdecydowanie się nie polubią. W bezwzględny sposób atakuje on i obala ostatni bastion wolnej woli ukrywający się w fizyce kwantowej. Nie tylko efekty kwantowe nie są dość istotne aby wpływać na nasze decyzje, ale w dodatku ich wpływ jest losowy, a trudno mówić o wolnej woli jeżeli nasze zachowanie miałoby być dyktowane zupełnym przypadkiem.
Zgrzyt/Niespójność warning:
Na końcu autor odgraża się, że przyszłe pokolenia uznają, że nie mamy serca ponieważ oceniamy ludzi, za to co robią pomimo tego, że przecież wiadomo, że nie mają wolnej woli. Ergo, kolejne pokolenia ocenią nas za to co robimy pomimo naszego braku wolnej woli. Podwójne standardy.
Ogólnie odnoszę wrażenie, że końcówka książki (jakieś ostatnie pół h audiobooka) jest skupiona na oskarżaniu osób źle się czujących z wizją braku wolnej woli o bycie zaślepionymi przez swoje przywileje (brak woli oznacza, że niczego sobie samemu nie zawdzięczają i według Sapolsky-ego to ich na pewno strasznie złości) i zachwycaniu się wizją sprawiedliwości dokonywanej w naturze poprzez losowość (nikt nie jest niczemu winny i nikt niczego dobrze nie zrobił = wszystko sprawiedliwe). To jest ten moment kiedy moralność zarzynana konsekwentnie przez autora przez większość książki, wstaje z grobu i zostaje zombie, żeby prześladować czytelnika.
Jednocześnie, zdaniem Sapolsky-ego społeczeństwo powinno się ogarnąć i przestać oceniać ludzi, bo co przyszłe pokolenia sobie o nas pomyślą? Pomijając fakt, że pomyślą to samo, co każde przyszłe pokolenia myślały o swoich poprzednikach, czyli “co za barbarzyńcy”, to trudno mi zaakceptować fakt, że wymaga się ode mnie (i całego społeczeństwa w zasadzie) sprzeciwiania się genom (autor sam udowodnił, że mamy genetycznie wbite czerpanie przyjemności z patrzenia na wymierzanie kar i ocenianie) i wkroczenia na drogę nieoceniania i akceptacji wszystkich (pozytywnym przykładem nieoceniania było według autora dobre potraktowanie Breivika* przez wymiar sprawiedliwości).
* Warto zaznaczyć, że sam zainteresowany podziela tego zdania
Podsumowując, jak na książkę wpychającą do grobu oceny moralne, końcówka zawiera zdumiewająco dużo ocen moralnych.
Podsumowanie:
Tak czy siak, przez 99% książki, to porządna, treściwa lektura do spokojnego przetrawienia np. w dłuższy urlop. Nie polecam czytania po sutym obiedzie, hurtem, ani uporczywie, aż do utraty skupienia – tu się naprawdę łatwo zgubić. Miejscami trudna merytorycznie, innymi miejscami trudna do zaakceptowania. W dodatku zgodnie z tezą autora, nie wszyscy jesteśmy uwarunkowani żeby w ogóle zastanawiać się nad takimi tematami więc pytanie czy w ogóle warto? Dla mnie warto, chociażby po to, żeby szturchnąć rozleniwiony zimą mózg i pobudzić neurony do działania.
Robert M. Sapolsky, Zdeterminowany. Jak nauka tłumaczy brak wolnej woli, Media Rodzina 2024
